Violent Shit

Zwykle spędzam mnóstwo czasu przy  wybieraniu filmu na wieczór, ale tym razem było inaczej.  Podczas poszukiwań natrafiłem na Violent Shit. Po przeczytaniu tytułu pomyślałem sobie: „Kurwa, 4 gwiazdki na filmwebie za samą nazwę”. Niestety (albo stety) okazała się ona aż nazbyt prorocza, ponieważ ten film to prawdziwe gówno. Wielu ludzi bardziej skrzywionych pod względem przemocy ode mnie może jednak uznać, że  film jest zajebisty. Wystarczy tylko przymknąć oko na dłużące się sceny pomiędzy kolejnymi morderstwami i praktycznie brak scenariusza. Film, który trwa ponad godzinę, opowiada historię Karla Rzeźnika (upośledzonego umysłowo i żądnego krwi zboczeńca mordującego ludzi i odcinającego im genitalia), który ucieka z policyjnego wozu do lasu, w którym szuka potencjalnych ofiar. Tyle. Wszystko zostało wzbogacone paroma wydarzeniami z historii bohatera, takimi jak zamordowanie matki, czy kontakty z diabłem. Na deser dostajemy jeszcze zabawę w niewiernego Tomasza, który postanowił dokładnie sprawdzić autentyczność ciała zbawiciela. Wszystko jest nagrane i zmontowane po amatorsku na kamerze VHS, w związku z czym nie zobaczycie tego w HD. W połączeniu z mizernej jakości dźwiękiem oraz efektami specjalnymi w postaci potrząsania kamerą powstaje klimat wzbudzający przyjemny niepokój. Niestety jest to na tyle monotonne, że nie da się tego długo wytrzymać. Gdyby Brutalny Kał trwał jakieś 20 minut, byłby to film zjadliwy. Mimo wszystko warto obejrzeć chociażby jego część dla paru dobrych scen.

Posted in Bez kategorii | Leave a comment

Znam się na wszystkim! Matt Elliott 2012

 

Na Rateyourmusic.com lideruje obecnie pan, o którym jeszcze możecie poczytać w Wikipedii. Jeszcze, bo o jajach z ACTA chyba wszyscy słyszeli. I obym to zdanie mógł swobodnie wykreślić za tydzień.

Ten gościu to Matt Elliott, który przyfandolił z okazji nadchodzącego końca świata płytą smutną jak wasze życie. Generalnie, jeśli KTL znudziło wam się jako podkład muzyczny do niemego kina skandynawskiego, to możecie zaryzykować eksperymentem polegającym właśnie na załączeniu The Broken Man w roli substytutu. Rzecz jasna muzyka kompletnie różna, ale w obu wypadkach będzie wam ciemno. To wyjaśnia, skąd ta płyta na tym blogu.

Pozwólcie, że zarzucę wam próbkę, która właściwie jest spoilerem ujawniającym punkt kulminacyjny całego przedsięwzięcia. Tytuł to odbicie lustrzane zawartości muzycznej. Choć z początku pozornie może wydawać się kopią tysięcy folkowych kawałków, to gdy zaczynają pojawiać się Ulverowe strunoskrzypy, numer przekształca się w miażdżącą klimatem (przywodzącym na myśl przykre momenty z Neverhood)  jaskiniową (Cave’owską) ponurością z przytłaczającą przestrzenią rodem ze zwolnienia z Paranoid Android. Właściwie to żywcem przeniesioną.

Dust, Flesh and Bones

 

http://www.youtube.com/watch?v=_2NlBCK39vY

Posted in Bez kategorii | Leave a comment

NEWS BARDZO ISTOTNY

http://asymmetryfestival.pl/

Killing Joke we Wrocławiu początkiem maja. Kto nie pojedzie ten przegrał życie.

Dziękuję za uwagę.

 

 

 

 

 

 

 

Posted in Bez kategorii | 1 Comment

Shoot Shoot (Happy End S01E01)

Na samym początku pierwszego odcinka cyklu chciałbym nadmienić, że nie biorę ŻADNEJ odpowiedzialności za to, do czego kolejne teksty mogą kogokolwiek nakłonić. Angielska fraza „tongue in cheek” powinna idealnie wyjaśniać ich charakter, dlatego też jeśli ktoś zostawi otwartą stronę Krwawych Gier w przeglądarce, a w międzyczasie porządnie zafajda pokój swoimi płynami ustrojowymi, to wszelka odpowiedzialność leży wyłącznie po stronie tego nieszczęśnika.

 

Śmierć przez zaaplikowanie sobie porcji śrutu popularną „pompką” to nie szczyt pomysłowości, zgoda. Ale czy łatwo sobie wyobrazić równie prosty, skuteczny sposób zakończenia żywota? Otóż nie, dlatego już w pierwszym odcinku cyklu opiszę metodę  wyświechtaną, ale dość efektywną, efektowną i stosunkowo prostą w przygotowaniu.

 

W kraju, w którym nawet prezydent jest myśliwym, zdobycie ślicznotki kalibru 12M nie stanowi żadnego problemu. Nawet nie próbuj myśleć inaczej. Po co zresztą się przejmować wątpliwym moralnie „wypożyczeniem” takiej pukawki, skoro i tak masz za chwilę palnąć sobie w łeb? Jeśli jednak należysz do osób z dobrze rozwiniętym kręgosłupem moralnym, to sprawa nieco się utrudnia – do uzyskania pozwolenia na broń myśliwską będzie potrzebny rok stażu w kółku łowieckim, ukończenie odpowiedniego szkolenia i zdanie egzaminu. Czy warto? To już kwestia indywidualna, ale jeśli ja miałbym za chwilę rozsadzić sobie czaszkę, to raczej nie przejmowałbym się niegodnymi pochwały aspektami lewego zdobycia ukochanego Browninga Maxus Standard.

 

Okej, mamy broń. Co teraz? Nic prostszego! Długopis do ręki i dawaaaj, piszemy list do tej laski, która tydzień temu Cię olała. Nawet, jeśli nie przejmujesz się tym wcale, to przynajmniej spieprzysz jej życie, a w najgorszym wypadku wpędzisz w depresję i narobisz wyrzutów sumienia – zasłużyła. Cobainowskie „I LOVE YOU, I LOVE YOU” (odsyłam do listu pożegnalnego Kurta) jak najbardziej na miejscu. Oczywiście sam list jest mocno opcjonalny, ale bez wątpienia charakter tej ostatniej pisemnej wypowiedzi ma mocny wpływ na odbiór samobójstwa, a przecież jak odchodzić, to w stylu. Plamy krwi i fragmenty mózgu na papierze dodatkowo wzmocnią efekt.

 

Teoretycznie przy wykorzystaniu strzelby mamy dużą dowolność z racji charakterystyki wykorzystanej broni, a gazy wylotowe powinny załatwić sprawę w każdym przypadku, ale różnie to bywa – wg statystyk, jeden procent shotgunowych samobójców przeżywa. Jeśli chcemy być pewni i nie zostać na ziemskim padole przez kolejne lata jako warzywko, to musimy wiedzieć, że popularne przystawienie lufy do podbródka, prostopadle do jego linii, to średni pomysł. W trakcie oddawania strzału łatwo o ześliźnięcie się broni (ewentualnie ktoś akurat wejdzie do pomieszczenia, a nasza dłoń się zachwieje, hehe) i uniknięcie śmiertelnego uszkodzenia mózgu. Nie zrozum mnie źle – i tak najprawdopodobniej Twoja czaszka będzie w stanie określanym słowem „rozsadzona”, ale lepiej mieć pewność, no nie? O wspomniane śmiertelne uszkodzenia zdecydowanie najłatwiej przy oddaniu strzału w ustach, celując w kierunku podstawy czaszki – w miejsce, gdzie rdzeń przedłużony łączy się z kręgowym. Zgoda – nie jest to szczyt ergonomii, ale czy ktoś nas filmuje?

 

Już po wszystkim. Znalezione zwłoki są w dość nieciekawym stanie, co dla jednego będzie wadą, a dla drugiego zaletą. Jedno jest pewne – zniszczona śrutem głowa nie wygląda apetycznie, w końcu mogła nawet eksplodować. Pierwsi świadkowie zapewne będą w niemałym szoku, ale o to przecież chyba chodziło. Jeśli strzelałeś w pokoju z białymi ścianami, to piękna plama na ścianie za zwłokami jest przeurocza – właśnie namalowałeś śliczny, awangardowy obraz, godny największych mistrzów sztuki nowoczesnej.

 

Podsumowując, strzelba to nienajgorsza partnerka do ostatniego (dla niektórych może nawet pierwszego) w życiu pocałunku. Jej zdobycie nie nastręcza problemów, 99% strzałów to strzały śmiertelne, a zmasakrowane ciało robi cholernie mocne wrażenie! Dorzućmy do tego ewentualną obecność przepięknego listu pożegnalnego, świadomość wyboru metody samego Kurta Cobaina, a przed oczami staje nam samobójstwo idealne, od którego odrzucać może jedynie strasznie zasyfione pomieszczenie i nienajlepiej zachowana czaszka – osoby z tendencjami narcystycznymi lub zwyczajnie wrażliwe nie będą zachwycone.

Posted in Bez kategorii | Tagged , , , , , | Leave a comment

GTA 4 – recenzja (Kierowcy Chuje s01e09)


Krwawe Gry zmieniają się powoli w portal muzyczny, tymczasem ja postanowiłem skrobnąć kolejną reckę o GTA. Ostatnią częścią, w którą przyszło mi grać, jest oczywiście „czwórka”.  Po wielu latach oczekiwania  dostaliśmy silnik graficzny, który wprowadził nową jakość do serii. Po odpaleniu GTA4 ciężko jest patrzeć na poprzednie części (te w 3D) bez uśmiechu politowania na twarzy. Oczywiście nie ma nic za darmo i w momencie pojawienia się gry potrzeba  było drogiego kompa, żeby cieszyć się w miarę płynną rozgrywką (na PS3 i Xboksie nie ma chyba tego problemu, ale poza starym pegazusem żadnych  konsol nie posiadam). Mój pecet do najmocniejszych nie należy, więc pozostało mi żerować na kumplach i nadużywać ich gościnności, żeby móc marnotrawić czas w wirtualnym świecie. Tym razem wcielamy się w postać sympatycznego serbskiego weterana wojennego, przybywającego do USA.

Zabijanie znowu stało się przyjemnością, która skutecznie odciągnęła mnie od głównego wątku. Przechodnie nareszcie zachowują się mniej więcej zgodnie z prawami fizyki i rozjeżdżanie ich jest prawie tak przyjemne jak w starym, poczciwym carmageddonie. Tak, jak podobno nie można 2 razy włożyć nogi do tej samej rzeki, tak w GTA 4 nie da się potrącić przechodnia 2 razy w ten sam sposób. Za każdym razem ciało odbija się lub zostaje z chrzęstem wciągnięte pod koła inaczej. Warto przy tym zaznaczyć, że ofiary zostawiają estetyczne plamy krwi na karoserii samochodów.  Pojazdy prowadzi się dziwnie – kołyszą się na boki i bardzo łatwo o kolizję. Same uszkodzenia wyglądają zachęcająco. Wygięcia blach, powykrzywiane koła i dym spod maski nareszcie ładnie imitują rzeczywistość.  Standardowo, jak już zabijanie niewinnych ludzi się znudzi, czeka na nas masa różnych bajerów i zajęć. Przykładem niech będzie choćby skandaliczna możliwość nawalenia się w trzy dupy i, co jeszcze bardziej skandaliczne, rozbijanie drogich samochodów po pijaku.

Po raz kolejny Rockstar uraczył nas dopracowanym tytułem. W zasadzie poza wymaganiami sprzętowymi i paroma bugami nie ma się tutaj do czego przyczepić. Jest przemoc i seks, są szybkie samochody i oczywiście jest też rozpierdol.  Niczego więcej do szczęścia nie potrzebujecie.

Posted in Kierowcy Chuje | Leave a comment

Dziesięć Przykazań: Judas Priest

Cześć. Gdyby ktoś zapytał was, które, waszym zdaniem, kawałki Judas Priest są najlepsze, odpowiedzcie w ten sposób:

Dziesiąte:

http://www.youtube.com/watch?v=rv6iOyrIQ6g

Judas Priest gra lepszy heavy metal na syntezatorach niż twoja stara na gitarze z autografami Metalliki.

Dziewiąte:

http://www.youtube.com/watch?v=hCTOu57AP2o

Pierwsza zwrotka to dowód na to, że Planty i Osbourne’y to capoeira.

Ósme:

http://www.youtube.com/watch?v=5OAKvgrAtEc&feature=fvst

Ulubiony kawałek Fiodora Jemieljanienki.

Siódme:

http://www.youtube.com/watch?v=wxy7HQ53Rnk

Drugi kawałek z Turbo zamiast jakiegokolwiek z Sad Wings hahaha.

Szóste:

http://www.youtube.com/watch?v=0KaZ1VSdnYI

Najlepszy z „fajer dizajer” Judasów.

Piąte:

http://www.youtube.com/watch?v=XWhInhE6emE

Najważniejszy moment Vice City.

Czwarte:

http://www.youtube.com/watch?v=-AWoc7g7PyM

Dowód na to, że Halford nie jest gejem.

Trzecie:

http://www.youtube.com/watch?v=aTeUDpduVoU

Zwróćcie uwagę, jaki ten kawałek jest zajebisty, a jakie to, czego na ogół słuchacie, jest chujowe.

Drugie:

http://www.youtube.com/watch?v=Yjbg_Rfka58

Nie ma to jak usłyszeć, że Halford szuka mięsa.

Pierwsze:

http://www.youtube.com/watch?v=nr8pgN195Zw

Kawałek o tym, że Motorhead może spierdalać.

 

 

 

 

Posted in Bez kategorii | 3 Comments

Voivod – Killing Technology (D.J. nie lubi odcinek 1)

D.J. jeszcze tego nie pokazał na łamach tego bloga, ale muzykę traktuje bardzo poważnie. Są zespoły, które kocha i są takie, których nienawidzi. Są też zespoły, które uważa się powszechnie za ważne / genialne (albo przynajmniej Trocki tak uważa), a których on zdzierżyć z jakichś powodów nie może (czyt. inni tego słuchają tylko dlatego, że Trocki mówi że genialne). Ale może ma rację? Może mnie się tylko wydaje, że jest jak jest, a tak naprawdę po głębszej, obiektywnej analizie okaże się, że taki Neurosis to faktycznie nudziarstwo jest i same intra mają na tych płytach, a ja sobie po prostu mózg dałem wyprać i więcej się ugadam, jakie to genialne, niż tego faktycznie słucham… Dzisiaj na pierwszy ogień:

Voivod – Killing Technology (1987)

Co my tu mamy? Podobno jeden z najbardziej genialnych i wizjonerskich zespołów w historii metalu. Ale czy jego muzyka aby przetrwała próbę czasu? A może tylko przetarli nowe szlaki, a to inne zespoły dopracowały i zrobiły lepszy użytek z ich riffów? No bo zastanówmy się, riffy są faktycznie dość oryginalne, ale czy oryginalność oznacza od razu, że coś jest dobre? Z pewnością nie ma tutaj chwytliwości jak na Ride The Lightining Czy Master of Puppets,  w ogóle chwytliwy ten album za bardzo nie jest, do tego jeszcze ma takie brudne i niewyraźne brzmienie, riffy jakoś się zlewają ze sobą i trudno je odróżnić miejscami. Na przykład taki Tornado: bez wyrazu numer totalnie, jeden z riffów z niego o wiele lepiej się prezentuje na ostatniej płycie Testament, tam przynajmniej mamy porządne, nowoczesne brzmienie. Nie ma też agresji na miarę Slayera, jakieś to za bardzo techniczne i intelektualne jest (już nie mówiąc o następnych płytach, tam to już w ogóle totalnie przeintelektualizowane granie jest, na Nothingface to więcej akrobacji na basie jest niż gitar). Wokale też jakieś dziwne, za wysoko pieje koleś, żeby go poważnie traktować. A może są tutaj jakieś emocje? Skądże, wszystko zimne i odhumanizowane. No to co w takim razie z tej muzyki zostaje? No jest taki kosmiczny klimat. Ale przecież do tego lepiej posłuchać dobrego ambientu. Albo Radiohead, który jest o wiele bardziej klimatyczny. Po co w tym celu słuchać jakiegoś thrash metalu? Takiej jednowymiarowej muzyki się dla klimatu nie słucha, tylko żeby banią pomachać.

Wniosek jest prosty, Killing Technology to chujowa płyta dla snobów jarających się tylko oryginalnością i „byciempierwszym”, którzy mają klapki na oczach i nie dostrzegają, że to nie wystarczy, żeby grać dobrą muzykę. Taki Dream Theater też jest bardzo techniczny, nawet bardziej, ale przy tym ich płyty są  pełne ładnych melodii. No i są doskonale wyprodukowane, można z przyjemnością posłuchać ich przy lampce dobrego wina. A Voivod to takie nie wiadomo co i nie wiadomo po co. Artyzm dla brudasów co najwyżej.

Posted in Bez kategorii | 7 Comments

Happy End (S01E00)

Początek nowego roku to idealny moment na rozpoczęcie cyklu, traktującego o najbardziej wymyślnych sposobach zakończenia swojego życia, nieprawdaż? W ciągu siedmiu najbliższych niedziel będziecie mieli okazję zapoznać się ze szczegółowo opisanymi, zrecenzowanymi pod różnym kątem i brutalnie ocenionymi metodami, z których skorzystano w przeszłości lub też nie.

Jak odchodzić, to w dobrym stylu – będę z siebie dumny, jeśli czyjekolwiek horyzonty zostaną poszerzone przez te kilka tekstów.

Do zobaczenia za tydzień!

Posted in Bez kategorii | Leave a comment

Znam się na wszystkim! Zabójstwo Księcia Gwizjusza

 

Jak głosi legenda, w 1908 kino opętane zostało przez wytwórnię/zjawisko zwane Film d’art. Czyli, jak rzecze Wikipedia, film artystyczny. Zanim pojawili się egzorcyści, ów gatunek zdążył napłodzić pokaźną kolekcję brzydkich kaczątek, których reprezentantem było L’Assassinat du duc de Guise (Zabójstwo Księcia Gwizjusza). Problem w tym, że Mike Patton jeszcze nie istniał, więc nie miał kto skręcać łabędzi. Jakiej książki filmoznawczej byście nie zabrali, do porzygu można czytać, jakie te filmy były chujowe. Normalnie zmowa jak między recenzentami St. Anger.  Problem w tym, że Metallica jest fajna, a d’art oglądać się nie da. Oczywiście gdybyście puścili to kolegom i koleżankom „nieumiemyliczyćbojesteśmyhumanistami” (tymi, co do lektury Paula Coelho słuchają Strachów Na Lachy), to doceniliby na tysiąc sposobów do bólu przerysowaną grę aktorską, która próbowała przykryć brak dźwięku. Zresztą było to tworzone dla takich przez takich (teatr, filozofia, wszechświat, nie klnę, bitelsi, jestem taki oczytany) co by odjarmarcznić kino. Tylko czasami nie mówcie im, że wśród ludzi „ambitnych” też panuje negatywna opinia na temat tamtego okresu kina, bo się im nie spodoba.

Film ciężko znaleźć, ale ja mam znajomości:

http://www.mimm.nl/assassinat%20du%20duc%20de%20guise

Posted in Bez kategorii | Leave a comment

zażywać zgodnie z instrukcją!

Jest sobie taka książka – Ubik. Jak gdzieś wyczytałem, a co dobrze oddaje jej charakter, jest to bardzo niepokojący egzystencjalny horror science fiction, koszmar, z którego nigdy nie wiesz, czy udało ci się ostatecznie obudzić. I każda kolejna kartka to następny krok w otchłań, gdzie rzeczywistość zakrzywia sie coraz bardziej i miesza się ze snem (a może to sen miesza się ze snem?), a później wręcz z koszmarem sennym. A nasz mózg podczas czytania coraz ciężej…

a co ja będę dalej pisał i psuł innym czytanie jednej z najlepszych książek, z jakimi miałem do czynienia? W zasadzie każde słowo więcej niż „trzeba to przeczytać” to i tak słowo za dużo.

 

Posted in Bez kategorii | Leave a comment