Na samym początku pierwszego odcinka cyklu chciałbym nadmienić, że nie biorę ŻADNEJ odpowiedzialności za to, do czego kolejne teksty mogą kogokolwiek nakłonić. Angielska fraza „tongue in cheek” powinna idealnie wyjaśniać ich charakter, dlatego też jeśli ktoś zostawi otwartą stronę Krwawych Gier w przeglądarce, a w międzyczasie porządnie zafajda pokój swoimi płynami ustrojowymi, to wszelka odpowiedzialność leży wyłącznie po stronie tego nieszczęśnika.
Śmierć przez zaaplikowanie sobie porcji śrutu popularną „pompką” to nie szczyt pomysłowości, zgoda. Ale czy łatwo sobie wyobrazić równie prosty, skuteczny sposób zakończenia żywota? Otóż nie, dlatego już w pierwszym odcinku cyklu opiszę metodę wyświechtaną, ale dość efektywną, efektowną i stosunkowo prostą w przygotowaniu.
W kraju, w którym nawet prezydent jest myśliwym, zdobycie ślicznotki kalibru 12M nie stanowi żadnego problemu. Nawet nie próbuj myśleć inaczej. Po co zresztą się przejmować wątpliwym moralnie „wypożyczeniem” takiej pukawki, skoro i tak masz za chwilę palnąć sobie w łeb? Jeśli jednak należysz do osób z dobrze rozwiniętym kręgosłupem moralnym, to sprawa nieco się utrudnia – do uzyskania pozwolenia na broń myśliwską będzie potrzebny rok stażu w kółku łowieckim, ukończenie odpowiedniego szkolenia i zdanie egzaminu. Czy warto? To już kwestia indywidualna, ale jeśli ja miałbym za chwilę rozsadzić sobie czaszkę, to raczej nie przejmowałbym się niegodnymi pochwały aspektami lewego zdobycia ukochanego Browninga Maxus Standard.
Okej, mamy broń. Co teraz? Nic prostszego! Długopis do ręki i dawaaaj, piszemy list do tej laski, która tydzień temu Cię olała. Nawet, jeśli nie przejmujesz się tym wcale, to przynajmniej spieprzysz jej życie, a w najgorszym wypadku wpędzisz w depresję i narobisz wyrzutów sumienia – zasłużyła. Cobainowskie „I LOVE YOU, I LOVE YOU” (odsyłam do listu pożegnalnego Kurta) jak najbardziej na miejscu. Oczywiście sam list jest mocno opcjonalny, ale bez wątpienia charakter tej ostatniej pisemnej wypowiedzi ma mocny wpływ na odbiór samobójstwa, a przecież jak odchodzić, to w stylu. Plamy krwi i fragmenty mózgu na papierze dodatkowo wzmocnią efekt.
Teoretycznie przy wykorzystaniu strzelby mamy dużą dowolność z racji charakterystyki wykorzystanej broni, a gazy wylotowe powinny załatwić sprawę w każdym przypadku, ale różnie to bywa – wg statystyk, jeden procent shotgunowych samobójców przeżywa. Jeśli chcemy być pewni i nie zostać na ziemskim padole przez kolejne lata jako warzywko, to musimy wiedzieć, że popularne przystawienie lufy do podbródka, prostopadle do jego linii, to średni pomysł. W trakcie oddawania strzału łatwo o ześliźnięcie się broni (ewentualnie ktoś akurat wejdzie do pomieszczenia, a nasza dłoń się zachwieje, hehe) i uniknięcie śmiertelnego uszkodzenia mózgu. Nie zrozum mnie źle – i tak najprawdopodobniej Twoja czaszka będzie w stanie określanym słowem „rozsadzona”, ale lepiej mieć pewność, no nie? O wspomniane śmiertelne uszkodzenia zdecydowanie najłatwiej przy oddaniu strzału w ustach, celując w kierunku podstawy czaszki – w miejsce, gdzie rdzeń przedłużony łączy się z kręgowym. Zgoda – nie jest to szczyt ergonomii, ale czy ktoś nas filmuje?
Już po wszystkim. Znalezione zwłoki są w dość nieciekawym stanie, co dla jednego będzie wadą, a dla drugiego zaletą. Jedno jest pewne – zniszczona śrutem głowa nie wygląda apetycznie, w końcu mogła nawet eksplodować. Pierwsi świadkowie zapewne będą w niemałym szoku, ale o to przecież chyba chodziło. Jeśli strzelałeś w pokoju z białymi ścianami, to piękna plama na ścianie za zwłokami jest przeurocza – właśnie namalowałeś śliczny, awangardowy obraz, godny największych mistrzów sztuki nowoczesnej.
Podsumowując, strzelba to nienajgorsza partnerka do ostatniego (dla niektórych może nawet pierwszego) w życiu pocałunku. Jej zdobycie nie nastręcza problemów, 99% strzałów to strzały śmiertelne, a zmasakrowane ciało robi cholernie mocne wrażenie! Dorzućmy do tego ewentualną obecność przepięknego listu pożegnalnego, świadomość wyboru metody samego Kurta Cobaina, a przed oczami staje nam samobójstwo idealne, od którego odrzucać może jedynie strasznie zasyfione pomieszczenie i nienajlepiej zachowana czaszka – osoby z tendencjami narcystycznymi lub zwyczajnie wrażliwe nie będą zachwycone.